sobota, 25 czerwca 2011

Zapraszam na nowy adres: http://kotka-nie-myszka.blogspot.com/2011/06/pedicureowe-rytuay.html

21:46, kurs-wizazu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2011

Obecnie na pazurkach mam baaaardzo wiosennie, nawet letnio. Przyznam, że nie do końca czuję się dobrze w tak żywych kolorach, z reguły na pazurkach goszczą mi perłowe odcienie, ale często noszę też matowe róże i fiolety. 

Recenzję znajdziecie TUTAJ

15:31, kurs-wizazu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 czerwca 2011

Dzisiaj postanowiłam się nieskromnie pochwalić zawartością swojego kuferka z bibelotami pazurkowymi. A ponieważ zaczął mi już powoli odpryskiwać z paznokci ostatnio użyty lakier, to przy okazji robienia zdjęć machnęłam sobie świeży, o! ;)

Zdjęcia kuferka i opis dostępny na www.kotka-nie-myszka.blogspot.com.

21:54, kurs-wizazu , Inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2011

Jedna z naszych czytelniczek prosiła o recenzję wodoodpornego eyelinera. Zamiast niego proponuję kredkę do oczu, również wodoodporną :)


Opis producenta: Precyzyjne ryzuje zarówno grube jak i cienkie linie. Wzbogacona pielęgnującymi woskami i lotnymi olejkami. Wodoodporna, nie rozmazuje się. Automatycznie wysuwany i chowany sztyft i wygodna temperówka u nasady kredki. 

Kredka dostępna jest w 7 kolorach:
- Dark Blue (granat),
- Icy Amethyst (fiolet),
- Malachite Green (zieleń),
- Frozen Grey (srebrny),
- Strong Graphite (grafitowy),
- Deep Maroon (ciemny brąz),
- Decadence Black (czerń).

Cena w katalogu: 17,65 zł

Kolor, który testowałam to Malachite Green, czyli ciemna, butelkowa zieleń.

Całą recenzję znajdziecie na www.kotka-nie-myszka.blogspot.com
wtorek, 14 czerwca 2011

Recenzję trzech pudrów w kulkach marki Hean znajdziecie pod naszym nowym adresem -> TUTAJ

Przypominamy o naszym pierwszym kosmetycznym giveaway'u!

niedziela, 12 czerwca 2011

Długo się zabierałam za recenzję tego produktu. Może nawet za długo (patrząc po zawartości buteleczki ;)), ale to dlatego, że do samego końca nie bardzo mogę się zdecydować, czy go polubiłam czy jednak nie...

Opis producenta: Preparat do usuwania skórek, zawiera wyciąg z aloesu. Ułatwia usuwanie skórek, zawiera kombinację ścierających mikroskładników o kulistych kształtach, pozwalających na delikatne usunięcie narośniętych skórek, dzięki zawartości aloesu zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia, a także odżywia i wygładza.

lovely preparat do skórek
Opakowanie i pierwsze wrażenia: Produkty do paznokci marki Lovely kuszą mnie za każdym razem gdy wchodzę do Rossmanna. I to nie tylko wyglądem, kolorami ale i ceną. Bo cena była niewielka - nie pamiętam dokładnie, ale ok 4-5 zł za buteleczkę. Długi pędzelek, więc nie ma problemu z wydobyciem preparatu nawet  gdy jest już na wykończeniu. Minus za zapach - jest chemiczny i nieprzyjemny, przynajmniej dla mnie. 

Stosowanie i efekty: Preparat jest w formie żelu, nie spływa, nie wchłania się zbyt szybko, więc jest czas by skórki odpowiednio zmiękły. Z odsuwaniem samych skórek nie ma problemu. Natomiast co do ścierających mikrodrobinek to mam pewne wątpliwości. Sam pomysł połączenia żelu z peelingiem jest ciekawy, natomiast ilość drobinek w produkcie jest stanowczo za mała by taki peeling skutecznie wykonać. Trudno mi też wystawić ocenę co do poziomu nawilżenia i odżywienia, o których pisze producent, ale to dlatego, że moje skórki od zawsze sprawiały mi problemy i rzadko który kosmetyk dawał widoczne rezultaty. 

Podsumowując: 

Plusy: ładne opakowanie, niska cena, ciekawy pomysł połączenia żelu z peelingiem, skutecznie zmiękcza skórki.

Minusy: nieprzyjemny zapach, słaby efekt peelingu.

Mimo wyróżnienia produktu nagrodą Perły Rynku Kosmetycznego 2006, daję (jedynie?) 6/10. 

 

Recenzję przygotowała dla Was

Ela

 

Przypominam o nowym adresie bloga: www.kotka-nie-myszka.blogspot.com

sobota, 11 czerwca 2011

Dzisiaj mija równy rok od pierwszego wpisu, dlatego mamy dla Was kilka dobrych wiadomości :)

Po pierwsze - przenosimy nasz blog na Bloggera, ponieważ daje on większe możliwości ingerencji w wygląd i funkcje bloga. Nowy adres to www.kotka-nie-myszka.blogspot.com. Wszystkie posty zostały już przeniesione, jeszcze przez jakiś czas posty będą się dublować, a później przenosimy się już całkiem A co będzie z blogiem na Blox'ie? Zobaczymy...

Po drugie - nowa grafika bloga, ale co ja będę mówić - same zobaczcie :)

Po trzecie - skupiamy się na kosmetykach kolorowych i pielęgnacyjnych, poradach urodowych i pazurkach. Czasami, ale rzadziej będą pojawiać się posty modowe. Wywalamy za to całkowicie gotowanie. Być może powstanie na ten temat osobny blog.

Po czwarte i najważniejsze - nasz pierwszy Giveaway! Ale szczegóły już pod nowym adresem. 

Do zobaczenia! :)

czwartek, 09 czerwca 2011

Cera wrażliwa, sucha wymaga bardziej przemyślanego doboru kosmetyków kolorowych ze względu na skłonność do podrażnień i reakcji alergicznych. Już samo dbanie o nią może przysporzyć sporych problemów, a co dopiero podkreślanie jej urody.

Dlatego przedstawiam 5 zasad, którymi warto się kierować, by nie zafundować sobie na twarzy niechcianego podrażnienia czy zaczerwienienia:

1. Nie każdy podkład, który zachwala koleżanka musi być odpowiedni akurat dla naszej cery. Dopierając bazę pod makijaż warto wybierać płynne formuły oparte na silikonie, które nie zatykają porów a skutecznie zatuszują zaczerwienienie czy drobne krostki.

2. Wszelkie kolorowe eyelinery czy tusze do rzęs mają dużo większe nasycenie związkami chemicznymi, które znacznie częściej uczulają i mogą powodować zaczerwienienie powiek czy pieczenie oczu. Dlatego najbezpieczniej jest zostać przy klasycznym czarnym kolorze, który zawsze będzie modny.

3. Jeśli eyeliner to w kredce, nie w płynie. Te drugie oparte są często na lateksie, który może powodować uczulenia i dużo trudniej usuwa się przy demakijażu. 

4. Jeśli jesteś posiadaczką wrażliwej cery, ogranicz do minimum kosmetyki wodoodporne, a najlepiej całkowicie z nich zrezygnuj. Takie kosmetyki wymagają dużo mocniejszych produktów do demakijażu a tym samym zwiększa się ryzyko wystąpienia podrażnienia.

5. Bezpieczne cienie to te w odcieniach beżu i brązów. Rzadko kiedy wywołują one reakcje alergiczne, a jednocześnie przy cerze skłonnej do zaczerwienienia skutecznie zrównoważą jej koloryt.

A Wy jakie macie sposoby, żeby unikać podrażnień? :)

 

Krótką poradę przygotowała dla Was

Ela

niedziela, 05 czerwca 2011

Czekałam na ten test aż do weekendu z pewnego powodu. Ponieważ moje oczy nie tolerują niestety eksperymentów związanych ze zmianą tuszu na inny niż "manhattanowy do oczu wrażliwych", a każda próba pomalowania rzęs czymś odbiegającym od w/w kończyła się zaczerwienieniem i łzawieniem, dlatego wolałam poczekać na dzień, kiedy będę mogła w razie czego zamknąć się w czeluściach swojego pokoju i przeczekać owy syndrom "pink eye'a", czy jak to się tam po angielsku nazywa ;)

Ryzyko jednak się opłaciło i dlatego przede wszystkim wielki plus dla obu maskar za to, że nie podrażniają mi oczu! Wprawdzie przy aplikacji Absolute Express Volume poczułam lekkie pieczenie, ale za chwilę minęło i jest dobrze. Oczy nie pieką i nie są zaczerwienione. 

Wygląda na to, że zmienię tusz do rzęs na jeden z opisanych, bo osobiście ten z Manhattanu niebyt mi odpowiadał, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A przecież bez maskary z domu ani rusz :)

No dobrze, więc oto recenzje.

 

Maskara Absolute Express Volume

Opis producenta: Maskara ABSOLUTE to kosmetyk, który nie tylko pozwoli na uzyskanie perfekcyjnego makijażu rzęs, ale także dba o utrzymanie ich w dobrej kondycji. Jest znakomitą propozycją dla pań, którym zależy na jednoczesnym pogrubieniu, wydłużeniu i zagęszczeniu rzęs od nasady aż po końce. Połączenie tych trzech funkcji w jednym kosmetyku gwarantuje uzyskanie spektakularnego efektu. Dzięki zawartym witaminom E, C i F maskara Absolute wzmacnia i odżywia rzesy oraz chroni je przed wypadaniem. Maskarę wyróżnia równiez komfort aplikacji - wygodna w użyciu szczoteczka doskonale rozprowadza tusz na rzęsach, precyzyjnie je rozdziela i dokładnie kryje intensywnie czarnym kolorem. Maskara nie osypuje się i nie rozmazuje, zapewniając efektowny makijaż rzęs na wiele godzin.

Hean Absolute maskara

Pierwsze spostrzeżenia: Opakowanie ładne, kształt typowy dla maskar - nic specjalnego. Denerwuje mnie fakt, że nie można do końca dokręcić części ze szczoteczką, pozostaje szpara między jedną a drugą częścią opakowania - ale ok, może się czepiam ;) A może trafiłam akurat na taki egzemplarz. Pojemność 15 ml - sporo jak na tusz za taką cenę, więc pierwszy plusik.

Aplikacja i efekt: Szczoteczka jest dosyć szeroka, prosta, o sporej średnicy. Tusz wygodnie się aplikuje, ale odrobinę skleja rzęsy. Nie ma jednak problemu z ich rozczesaniem po przeschnięciu maskary. Przy podwójnej warstwie nie zauważylam jakiegoś spektakularnego efektu pogrubienia czy zagęszczenia rzęs, ale faktycznie wyglądają jakby było ich trochę więcej. Natomiast ładnie je wydłuża i jakby lekko podkręca - co do tego nie mam wątpliwości.

Hean Absolute szczoteczka

Trwałość: Faktycznie nie kruszy się i nie osypuje jak obiecuje producent. Po całym dniu ani śladu na policzkach jakichkolwiek maskarowych drobinek i z tego powodu duży plus. Czy się rozmazuje? Nie wiem - nie padało :P

Podsumowując: Całkiem niezła maskara za rozsądną cenę (ok. 11 zł). Wystawiam ocenę 8/10.

 

 

Maskara MAXXI Lash Flexi - intensywnie pogrubiający i modelujący tusz do rzęs

Opis producenta: Elastyczne rzęsy i zero grudek. Maksymalne pogrubienie i zagęszczenie rzęs to efekt o którym marzy nie jedna kobieta. Tusz z woskiem Carnauba i keratyną wzmacnia i odbudowuje strukturę rzęs. Nie kruszy się i nie rozmazuje. Modelująca silikonowa szczoteczka idealnie rozprowadza tusz na rzęsach, perfekcyjnie rozdziela i podnosi rzęsy. Zwarte w tuszu substancje aktywne to: 

- proteiny pszeniczne - odżywiają rzęsy, wzmacniają i chronią przed niekorzystnym wpływem środowiska i nadmiernym wysuszeniem 

- hydrolizat keratyny - wzmacnia, ma działanie silnie regenerujące 

- D-pantenol - odżywia,, nawilża i stymuluje wzrost komórek rzęs. Ma zdolność utrzymywania wilgoci dlatego przeciwdziała wysuszaniu i ich łamaniu

- Wosk Carnauba - odżywia, nadaje połysk 

Hean MAXXI flexi

Pierwsze spostrzeżenia: Bardzo przypadło mi do gustu opakowanie. Ciekawy kształt i nietypowy wygląd. Chyba uruchomił mi się syndrom sroczki, która lubi wszystko co błyszczące, hehe ;) Obawiam sie tylko o tą lustrzaną warstwę po wrzuceniu maskary do kosmetyczki z resztą specyfików... Pojemność 10 ml, czyli standard.

Aplikacja i efekt: Odkręcam górę i pierwsze miłe zaskoczenie - nadmiar tuszu zostaje przy otwieraniu opakowania ładnie zebrany ze szczoteczki i nie ma na niej grudek, to raz. Dwa, że wygląd szczoteczki wręcz zachęca mnie do przeczesania nią rzęs. Albo to moja jakaś taka fantazja? ;) Pierwszą moją myślą było, że będzie się tym świetnie aplikowało. Zresztą sami zobaczcie:

Hean MAXXI flexi szczoteczka

I faktycznie, rozczesuje rzęsy niesamowicie dokładnie. I na tym właściwie koniec jeśli chodzi o zalety. Pogrubia o tyle o ile, lekko podkręca. Przy dwóch warstwach jest trochę lepiej, ale to nadal nie to, czego oczekiwałam. Chociaż do makijażu dziennego nada się bardzo dobrze.

Trwałość: Jest w porządku. Po całym dniu miałam kilka drobinek tuż pod dolnymi rzęsami, ale widać je było dopiero po intensywnym przeglądaniu się w lusterku ;) 

Podsumowując: Wystawiam ocenę 7/10, głównie za kształt szczoteczki. Przy cenie ok 10 zl jest ok.

 

Recenzję przygotowała dla Was

Ela

sobota, 04 czerwca 2011

Niestety niewiele mamy w Polsce firm, które mogą się poszczycić dobrymi i tanimi kosmetykami kolorowymi. Te bardziej znane jak Wibo, Joko czy Vipera Cosmetics cieszą się oczywiście dużym zainteresowaniem. Coraz bardziej popularne stają się też kosmetyki marki FM Group. Ale o firmie HEAN mało kto jeszcze słyszał.

A firma ta istnieje na rynku już od 1981 roku. Specjalizuje się w głównie w produkcji kosmetyków kolorowych, ale mają w swojej ofercie także produkty do pielęgnacji ciała, o których później.

Liczne nagrody, m.in. Laur Konsumenta 2010 r. za fluid Smooth Colour Foundation czy dwie Perły Rynku Kosmetycznego otrzymane w 2006 i 2008 roku, potwierdzają jakość produktów. Ale o marce HEAN jakoś nie słychać... A przynajmniej ja się nie spotkałam jeszcze na śląsku z choćby jednym ich stanowiskiem czy bannerem reklamowym. Może to moje braki w wiedzy, może kiepska spostrzegawczość, a może akurat na moim "terytorium kosmetycznym" brak jest produktów tej firmy.

Ale wracając do samych kosmetyków - firma ma ich szeroką gamę, od cieni do oczu po lakiery do paznokci kończąc. Jednym z flagowych pozycji są Aksamitne cienie do powiek w bardzo "sosystych" kolorach, na które łaszę się już od jakiegoś czasu i myślę, że niedlugo ich recenzja pojawi się na blogu. Równiez seria Zodiak jest świetna - gama 25 perłowych odcieni, bardzo modnych w tym sezonie, plus gadżeciarskie wytłoczenia poszczególnych znaków zodiaku bezpośrednio na powierzchni cieni. Dla mnie bomba! :D

Oprócz tego paletki z trzema lub czterema kolorami, cienie w sztyftach. Kolory matowe, perłowe lub metaliczne. Odcienie od pastelowych po baaaardzo instensywne :)

Maskary do oczu w sześciu różnych wariantach - od pogrubiająco-zagęszczających po wodoodporne. 

Kosmetyki do ust - czyli przede wszystkim pomadki powiększające usta, odżywczo-witaminowe czy ochronne w szerokiej gamie kolorystycznej. Dwa rodzaje błyszczyków do ust o właściwościach pielęgnacyjnych. I nowość: bezbarwny błyszczyk z mentholem i olejkiem miętowym, który "daje uczucie przyjemnego chłodzenia" jak opisuje producent. Prawdopodobnie ma też efekt powiększania ust, ale o tym będę już musiała przekonać się sama ;)

Kosmetyki kolorowe do twarzy - tutaj też jest tego sporo, ale nie będę się tym razem na ten temat rozpisywała, bo w końcu wyjdzie mi z tego posta kilkustronicowy esej... Więc krótko: dwie bezbarwne bazy pod makijaż, dwa podkłady matujące i jeden rozświetlający, pudry prasowane, sypkie i w kuleczkach, roże prasowane i w kuleczkach również oraz dwa rodzaje korektorów. STOP.

Paznoooookcie! :D Tutaj raj jak dla mnie. Cudne kolorki od intensywnych po zestawy do french'a, lakiery ART NAILS z cienkimi pędzelkami do zdobień, lakiery z brokatem i znowu nowość - lakier Disco Fluo świecący w ultrafiolecie! Ślinka mi pociekła... :] Oczywiście trzeba też wspomnieć o odżywkach, wysuszaczu-nabłyszczaczu do lakieru, żelu do usuwania skórek i zmywaczu do paznokci, który na pewno w najbliższym czasie nabędę.

I na koniec kosmetyki pielęgnacyjne, o których wspominałam na początku. Seria Aloe Active, czyli przede wszystkim kremy do twarzy z aloesem i witaminami, mleczko do demakijażu i bezalkoholowy tonik, krem do rąk i paznokci, dwa peelingi do ciała i balsam ujędrniająco-wyszczuplający. Jest jeszcze peeling cukrowy do ciała z limonką i żeńszeniem, który oprócz działania wygładzającego ma też podobno właściwości ujędrniajace... Sprawdzę... :> Póki co miałam okazję go powąchać i nie muszę chyba mówić, że pachnie obłędnie!

Ponieważ jakiś czas temu nawiązałam współpracę z osobą, która zajmuje się sprzedażą produktów marki HEAN, więc myślę, że co jakiś czas będą się na blogu pojawiały recenzje kosmetyków tej marki. W czwartek otrzymałam dwie maskary do przetestowania, więc pierwsza recenzja na dniach :) 

A teraz pytanie do Was: znałyście wcześniej markę HEAN? :>

 

Artykuł przygotowała dla Was

Ela

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17


Zamknij
Zgadzam się z Polityką Prywatności